Szwajcaria na budżecie

Nie od dziś wiadomo, że Szwajcaria do najtańszych nie należy. Każdy jednak, kto był tam chociaż raz nie żałuje ani jednej wydanej tam złotówki. To kraj pełen niesamowitego piękna, niezrównanych widoków i spokojnych, sielskich krów. 

Jak nie zbankrutować planując wyjazd w te piękne strony naszej kochanej Europy? Tanio nie będzie, ale jest kilka trików, które warto znać przed przyjazdem do kraju, będącego dosłownie workiem bez dna dla naszego portfela.

Jazda autem

Jadąc samochodem do Szwajcarii musimy liczyć się z kupnem winiety. W 2022 roku kosztuje nas ona 40 franków, bądź też ok. 45 euro (jeśli kupujemy winietę po stronie niemieckiej). Można ją zakupić na stacjach paliw w obrębie granicy, w placówkach pocztowych jak i (o czym dowiedziałam się zdecydowanie zbyt późno) na stronach internetowych. Winieta powinna być przyklejona na szybie za lusterkiem wstecznym bądź (rzadziej) po lewej, dolnej stronie szyby. Ja swoją winietę zdobyłam na stacji benzynowej tuż przed wjazdem na przejście graniczne po stronie niemieckiej. Teoretycznie winieta jest nam potrzebna jedynie na drogi płatne, których jest w Szwajcarii całkiem sporo. Oczywiście jest to dodatkowy wydatek, jednak ja osobiście wolałam nie ryzykować mandatu, w razie pomylenia zjazdów na drodze.

Jazda samochodem po obcym kraju może wydawać się przerażająca, ale warto się przemóc, zwłaszcza jeśli zamierzamy raczej jeździć poza miastami (czyli tam, gdzie ten kraj daje z siebie najwięcej). Szwajcarskie drogi (chociaż wielokrotnie mylące), są wygodne i zadbane, a jeśli planujemy liczne podróże z miejsca na miejsce większą grupą, to przede wszystkim będzie to bardzo opłacalne. Pamiętajcie tylko o solidnym ubezpieczeniu auta!

Tankowanie

Tankowanie na stacji paliw nie przysparza trudności, dopóki nie posiadasz auta na gaz. Przyłączki do gazu używane w części niemieckojęzycznej Szwajcarii to przyłączki ACME, czyli mówiąc prościej nie te, których używamy w Polsce. Na całe szczęście na prawie każdej stacji dostępny jest odpowiedni zestaw przyłączek, które można pożyczyć do tankowania. Autogaz nie jest tak popularny w Szwajcarii jak w Polsce, dlatego warto sprawdzać, gdzie mamy do czynienia ze stacją z autogazem. Możemy sprawdzić to na google.maps (choć niestety nie zawsze wyświetlana jest taka informacja). Ja osobiście korzystałam ze strony internetowej mylpg.eu. Uwaga! Niektóre stacje są bezobsługowe i płacimy w automacie.

Nawigacja

Jazda po szwajcarskich drogach to temat rzeka. Jadąc do tego kraju uległam opiniom, że szwajcarzy jeżdżą ostrożnie i trzymają się przepisów. Na miejscu okazało się, że przepisów trzymają się w zasadzie tylko policjanci wlepiający mandat. Fotoradary nie są oznakowane w wielu miejscach i warto zdjąć nogę z gazu, ponieważ ceny mandatów za przekroczenie prędkości są ciężkie do przełknięcia i zaczynają się już od przekroczenia kilku kilometrów na godzinę. Mieszkańcy tego kraju zdają się jeździć, jakby ich portfel był wiecznie pełny, przy czym często trąbią (jak jedziesz przepisowo, czytaj: za wolno) lub mrugają światłami, wciskając gaz do dechy, żebyś zwolnił im prawy pas do wyprzedzania (robienie slalomu po wszystkich pasach to norma). Nawigowanie po szwajcarskich drogach uważam jako trudne. Bardzo często oznakowanie dróg było mylące lub nie udało się na czas skręcić w ten jeden z sześciu pasów jadących do naszego miejsca destynacji. Niestety często wiązało się to z wjeżdżaniem w bardzo długi tunel, dzięki któremu nabijaliśmy dodatkowe 20 km na licznik. Po Szwajcarii nawigowałam po ściągniętej mapie z google maps i sprawdzała się ona całkiem dobrze. Tunele niestety mają to do siebie, że zasięg w nich dosłownie niknie bez względu na to, czy mamy dostęp do internetu czy nie. Ja osobiście nie inwestowałam w szwajcarski numer telefonu ani nie próbowałam mieć w tym kraju dostępu do sieci (poza miejscem zamieszkania) i uważam google maps offline za wystarczające.

Nie tylko na autostradzie...

W Szwajcarii nie tylko nawigacja autem bywa trudna! Mogę pochwalić się naprawdę niezłą orientacją w terenie, a i tak na jednym ze szlaków się zgubiłam. Szwajcarskie góry miejscami bywają nieco słabo oznakowane i dzikie, a nierzadko oznaczenia są nieco mylące – warto sprawdzać tam mapę częściej niż zwykle.

Telefony i komórki

Szwajcaria nie należy do Unii Europejskiej – to zdanie to klucz to waszego podejścia do dzwonienia, smsowania, a już przede wszystkim do wysyłania wiadomości MMS poprzez polskich operatorów. Być może w opcji waszego dostawcy istnieje możliwość wykupienia jakiegoś dobrego, taniego pakietu – w moim przypadku tego nie było. Wystarczał mi internet w miejscu, gdzie spałam, by sprawdzić wszystkie szczegóły i kontaktować ze światem. W terenie korzystałam z map offline lub szukałam miejsc z dostępnym WIFI. W skrajnych przypadkach robiłam zrzuty ekranów, by mieć niezbędną wiedzę pod ręką.

Parkowanie

Parkowanie w Szwajcarii jest dosyć skomplikowane. Niestety jest to kraj, w którym nie zaparkujemy tak jak w Polsce wszędzie tam, gdzie nie ma znaku/jest pobocze/ jest jakieś bliżej nieokreślone miejsce, które się nada, a nie jest parkingiem. W Szwajcarii zaparkujemy tylko tam, gdzie faktycznie jest oznaczony parking. W samym Zurychu mamy podział na trzy typy miejsc: białe, niebieskie i żółte. Miejsca białe są dosyć podstępne. Wiele pustych miejsc pod blokami do kogoś należy (zostały wykupione przez mieszkańca) i jeśli postawimy tam auto, musimy liczyć się z jego odholowaniem. Są też miejsca „besucher” czyli dla odwiedzających, na których możemy stać do woli. Na miejscach niebieskich możemy stać maksymalnie 1,5 h bezpłatnie, ale uwaga musimy mieć parkshelbe – czyli zegarek, który ustawiamy wychodząc z auta. Zegarek ten nastawiamy na godzinę PRZYJAZDU. Bez parkshelbe dostaniemy mandat lub zostaniemy odholowani. Od 18:00 – 8:00 parking na miejscach niebieskich (lub białych np. z limitem godzinowym, bo takie też widziałam) jest bezpłatny. Parkshelbe kupimy na większych stacjach benzynowych. Na miejscach żółtych bałam się trochę stawać, bo ich opisy w necie były co najmniej nieczytelne. Niestety nie tylko Zurych ma tego typu obwarowania związane z parkowaniem i tego należy się spodziewać. Oczywiście są jeszcze płatne parkingi, których cena waha się w zależności od miejsca parkowania. W Lucernie zapłaciłam 21 franków, koło Rheinfall 6 franków.

Alternatywa warta uwagi

Pierwsze, co powiedziała mi moja przyjaciółka mieszkająca w Zurychu, to że naprawdę cieszy się, że nie musi tutaj używać auta. Po kilku dniach nawigowania, zgadzam się z nią w 100 % . Komunikacja zbiorowa w tym kraju jest rzeczywiście na najwyższym poziomie – jedynym problemem zdaje się być tutaj cena. W większych miastach jednak dylemat znika – komunikacja miejska wynagradza trudy parkowania, a i można odkryć samemu takie perełki jak ta.

Płatności

Płatności w Szwajcarii praktycznie wszędzie odbywają się za pomocą karty lub gotówki. W niektórych restauracjach spotkałam się z tym, że nie obsługiwano jak to nazywali szwajcarzy „europejskich kart płatniczych”. Polecam założenie subkonta wielowalutowego we frankach, z którego korzystałam poza płaceniem gotówką. Z tego co się zorientowałam, w Szwajcarii euro jako waluta do płacenia w większości nie jest akceptowalna.

Gniazdka

Gniazdka w Szwajcarii są nieco inne niż w Polsce. Przede wszystkim są płaskie, więc wszelkie ładowarki z dodatkowym bolcem niestety nie przejdą. Warto zorientować się w tym temacie zanim wyjedziemy i zostaniemy pozbawieni prądu w naszych urządzeniach na wakacjach.

Podział Szwajcarii i bariery językowe

To, co powinniśmy wiedzieć przed wyjazdem to podział Szwajcarii na kantony. W każdym z nich mamy język wiodący, którymi są niemiecki, francuski, włoski lub romansz. Warto sprawdzić wcześniej do jakiego kantonu się wybieramy i znać chociażby te dwa, trzy miłe słówka typu dzień dobry, dziękuję czy do widzenia. Czasem te słówka bywają zwodnicze, gdyż w niemieckojęzycznych kantonach używa się często jako „dziękuję” francuskiego słowa „Merci”, a na powitanie często szwajcarzy używają „Groetzie”, którego wymowa niekiedy do złudzenia przypomina włoskie „Grazie”. Warto również przed przyjazdem zobaczyć, z czego słynie dany kanton, ponieważ większość z nich ma jakąś chlubę, którą chwali się na prawo i lewo. Generalnie jeśli sądziliście, że znacie niemiecki, w Szwajcarii prawdopodobnie dowiecie się, że wcale nie. W niemieckojęzycznych kantonach panuje tzw. Swiss Deutsch czyli coś czego nie zrozumie zbyt wielu przyjezdnych. Na szczęście w niemalże całej Szwajcarii dogadamy się bez problemu po angielsku (chociaż w kantonach francuskojęzycznych z lekką niechęcią ze strony rozmówcy).

Kuchnia

Tradycyjne potrawy Szwajcarii niestety uważam za dość paskudne. Podejrzewam, że miałam do czynienia głównie z tymi potrawami, które kompletnie odbiegają od moich gustów i są w bardzo niemieckim stylu (czyli niestety nie na moje podniebienie). Jest jednak kilka specjałów, które z czystym sercem mogę polecić.

Szef kuchni poleca..

Rösti – czyli tradycyjne placki ziemniaczane podawane z serem i boczkiem lub serem i warzywami. Absolutna dycha dla każdego, kto chce zjeść szybko i jak na Szwajcarię w miarę tanio.

Serowe fonduejest istnym niebem w gębie – zwłaszcza dla serolubnych, takich jak ja. Poza tym, że sery w tym kraju stoją naprawdę wysoko, jeśli chodzi o jakość, to sama forma podania tego dania jest po prostu przyjemna. Nabieranie na patyczki szaszłykowe mięs i warzyw, by zamoczyć je w płynnym serze to taka dziecięca radość dla dorosłych.

Racklette – opiekany ser, w którego środku często znajdują się różne warzywa. Pamiętacie chyba jak robiliście sobie tosty i najlepszy ser to ten lekko spieczony, lekko chrupki gdzieś na brzegach? Racklette składa się TYLKO z takiego przypieczonego sera. Pychota!

Czekolada

Czy wiedzieliście, że krajem, w którym jest najwyższe spożycie czekolady NA ŚWIECIE jest właśnie Szwajcaria? Ja różnicę między polską, a szwajcarską czekoladą poczułam na własnych kubkach smakowych. Nie muszę chyba nadmieniać, że uwielbiany na świecie Lindt jest ze Szwajcarii, a obok Zurychu można zwiedzać jego fabrykę i opychać się ich pysznościami na legalnie kupionym bilecie?

Sery

Szwajcaria płynie nie tylko czekoladą, ale też i serem. Warto je smakować, poczuć różnicę. Jeśli będziecie w Appenzell – nie żałujcie pieniędzy, by spróbować jednego z najlepszych serów w tym kraju. Jedzcie i próbujcie. Warto.

Kraina najlepszego sera

To właśnie tu mieszkają najszczęśliwsze krowy na świecie. Appenzell to niekwestionowany lider sera, Szwajcarzy organizują tu nawet lokalny festiwal poświęcony w całości swoim mlecznym pysznościom. Będąc w okolicy warto zaopatrzyć się w ten przysmak i samemu to sprawdzić! Ja koneserem nie jestem, ale mogę potwierdzić, że ser jest tu naprawdę wyśmienity. Warto również zwrócić uwagę na szwajcarskie krowy  rasy Swiss Brown, której w Polsce jest jak na lekarstwo. Swissy są trochę jak państwo, w którym mieszkają – słyną ze spokojnego charakteru i tego, że niewiele potrzeba im do szczęścia.

Koleje szwajcarskie

Koleje szwajcarskie słyną ze swojej jakości i widoków za oknem niemal na całym świecie. Rzeczywiście są wygodne i przejeżdżają przez naprawdę piękne tereny, ale właśnie taka jest Szwajcaria. Tam za każdym rogiem znajdziemy coś, co wprawi nas w zachwyt. Nie mówię już o liniach widokowych, które są przeżyciem samym w sobie. Niestety ich kolejną cechą rozpoznawczą jest ich cena. Da się jednak z nią powalczyć na kilka sposobów. Wszystko zależy od tego jak często będziecie jeździć, co będziecie zwiedzać i jak długo będziecie korzystać z kolei.

Swiss Pass jest pierwszym na co natraficie w internecie i jak dla mnie opłacać się to może tylko w wyjątkowych przypadkach. Teoretycznie przy wykupieniu Swiss Pass możecie przez określony czas (3, 7, 14 dni) podróżować “za darmo” (czyt. w cenie biletu) kolejami. Wyjątkami są tutaj kolejki wchodzące w skład większych atrakcji turystycznych. Dzięki Swiss Pass mamy też możliwość tańszego zakupu biletów na różnorakie atrakcje turystyczne, ale niestety nie wszystkie, dlatego planując podróż warto sprawdzić, czy taka zniżka w ogóle istnieje. Pomimo zniżek i cudów, jakie oferuje nam Swiss Pass jest on w mojej ocenie horrendalnie drogi. W 2022 roku za 3 dni na Swiss Pass musiałabym wydać ok. 250 euro, czego nigdy bym tam nie wyjeździła w tak krótkim czasie. Jest to kusząca opcja, kiedy się o niej czyta. Radzę jednak porządnie przeliczyć finanse. 

Czymś co w mojej ocenie dużo bardziej się opłaca jest Half Pass, czyli zniżka dzięki której większość atrakcji turystycznych mamy za połowę ceny. Jest dużo tańszy niż Swiss Pass i naprawdę ma szansę się komuś opłacać. 

No i ostatnie, chyba moje ulubione, dwa sprawdzone sposoby na oszczędzenie masy pieniędzy, zwłaszcza jeśli planujemy wycieczki z wyprzedzeniem to bilety supersaver. O określonych godzinach, na konkretnych destynacjach i co najważniejsze – w ograniczonej ilości – możemy kupić bilet za naprawdę bezcen, aż do jednej czwartej normalnej ceny biletu. Tu możemy naprawdę zaoszczędzić, ale na te bilety trzeba polować online. Czasem są, czasem ich nie ma. Z tego co wiem, zwykle jest ich dosłownie kilka w takiej cenie.

Kupowanie normalnych biletów z dużym wyprzedzeniem również przyniesie nam korzyści finansowe. Im wcześniej kupimy tym taniej nam wyjdzie, nawet do około trzydziestu procent na bilecie, więc warto się rozglądać.

klucz to planowanie

Szwajcaria zna swoją wartość, niestety na pohybel naszym finansom. Dlatego warto pomyśleć o tym, co chcemy zobaczyć dużo wcześniej. Na pocieszenie mogę jedynie powiedzieć, że atrakcje turystyczne są również dość drogie dla Szwajcarów – za to w większości utrzymane w doskonałym stanie technicznym.

Szwajcarski savoir - vivre

W tym temacie jest kilka drobiazgów wartych napomknięcia. Przede wszystkim szwajcarzy nie lubią głośnych rozmów w komunikacji zbiorowej – zwłaszcza w kolejach. Również kładzenie stóp (nawet bez butów) na siedzenia obok widziane jest jako niekulturalne. W restauracjach za to sprawy mają się kompletnie inaczej – tu możemy wręcz przekrzykiwać się nawzajem, bo w wielu miejscach lokalsi są głośniejsi niż byśmy tego chcieli.

Wizyty w supermarketach

Jedzenie w Szwajcarii jest niestety droższe niż w Polsce. W supermarketach nie można oczekiwać cen europejskich, jest nawet nieco drożej niż w Niemczech (sama waluta robi swoje). Jeśli nie jesteśmy nastawieni na zbytnie podróże kulinarne, a mamy cały samochód do zapakowania, pamiętajmy o opcji kupienia części produktów spożywczych w Polsce i nie przepłacania za mleko, jajka czy chleb. Ja dzięki swoim ograniczeniom żywieniowym jadłam głównie to, co zrobiłam w domu przed wyjazdem. Czy jest coś wartego uwagi w supermarketach? Z pewnością warto zwrócić uwagę na szwajcarskie sery i czekolady.

W restauracjach spodziewajmy się cen wysokich za jedzenie raczej przeciętnej jakości. W większości jadłodajni zapłacimy za posiłek od 20 – 30 CHF. Osobiście jednak jestem mocno stronnicza, jako że kuchnia szwajcarska zdecydowanie nie należy do moich ulubionych. Z pewnością jednak zamiast wycieczek na lokalne jedzenie wydam na szwajcarski ser lub czekoladę (warto!).

Prowiant

Jeśli wybieramy się na górskie szlaki i nadal w naszych bagażach pozostaje sporo miejsca, to nic tylko brać prowiant ze sobą z Polski! Szwajcaria pod względem dostępności niektórych produktów (w tym np. moich ulubionych na szlaku kabanosów) ma nieco ograniczony asortyment. Również cenowo nie wychodzi to najlepiej. Najlepszym więc i najtańszym rozwiązaniem zdaje się tu właśnie przywóz własnego jedzenia – pamiętajmy tylko, iż wszystkie produkty mięsne powinny być szczelnie zapakowane w oryginalnym opakowaniu producenta.

Wycieczkowanie poza szczytem sezonu

Wczesną wiosną i jesienią powinniście zapłacić nieco mniej za zabawę w Szwajcarii. Z pewnością będzie wam łatwiej zarezerwować fajny cenowo nocleg, zdobyć tańsze bilety kolejowe i dopchać do bardziej popularnych atrakcji turystycznych. Musimy jednak pamiętać, żeby dokładnie sprawdzić, czy miejsca, w które będziemy chcieli się udać będą już / jeszcze otwarte. Standardowy sezon rozpoczyna się w maju i kończy w połowie października.

Sami w górach?

To nie mit, a realna możliwość! Wszystko zależy od tego, w który dzień tygodnia i w jakim okresie w roku jedziemy na wycieczkę. Oczywiście możemy trafić (zwłaszcza w górach) na paskudną pogodę – zwłaszcza poza wakacjami i z tym trzeba się liczyć. Ja jednak zaryzykowałam i na obleganym w sezonie Pilatusie nie narzekałam na nadmierny ruch turystyczny.

Noclegi

Tu oczywiście cenami będzie królować airbnb i booking. Im wcześniej zarezerwujecie, tym powinno być taniej, chociaż nie zawsze. Jeśli macie auto rozważcie noclegi w miejscówkach poza centrami turystycznymi – będzie taniej, spokojniej i z mniejszym prawdopodobieństwem braku darmowego parkingu. Jeśli jesteście elastyczni, na podróż warto wybrać się na samym początku lub u schyłku sezonu – czyli maj lub październik.

Warto?

Pozostaje podstawowe pytanie – czy warto wybrać się do Szwajcarii? Po tysiąckroć tak! Nawet mimo cen nie z tej ziemi, to kraj który dosłownie wypala oczy jakością swoich atrakcji i zasobów naturalnych. Warto sięgnąć do kieszeni i zanurzyć w jej pięknie bez wyrzutów sumienia – nie pożałujecie!

Przydatne linki

Mapa stacji benzynowych LPG w Europie – www.mylpg.eu

Swiss Pass, Half Pass, bilety kolejowe – www.sbb.ch/en